Tragedia | 23/07/08 54



Scena pierwsza. Łazienka.
Główny bohater stoi w progu z rękami w kieszeni i mysli. I żeby nie przykleić się do podłogi rozwiesza swoje ciało w kosmiczny sposób. Opierając nogę o wanną, ręką przytrzymuje się tak zwanej 'rurki' na ręczniki i wisząc tak przez chwilę w powietrzu wstrzymuje oddech przed skokiem na dywanik. Dziwnym trafem dywanik żyje własnym życiem, bo chyba nie jest normalną rzeczą, że dywaniki spacerują sobie po podłodze łazienki. W międzyczasie ręcznik zaczyna się również ruszać, co doprowadza głównego bohatera do stanów lęków,które nasilają się do paniko-histerii występującej u naszego bohatera bardzo rzadko. Puściwszy się owej 'rurki' na ręczniki uderza głową o kant wanny, skrecając kark. Leje się mnóstwo krwi, odpadła mu ręka, którą błyskawicznie coś wciągnęło pod wannę. Łazienka i wszystkie żyjące w niej stworzenia zaniosły się szyderczym śmiechem.

Scena druga. Salon.
Na nieszczęście naszego bohatera w salonie też zyje dywanik. Żyje nawet ciut intensywniej niż ten w łazience, bo po chwili w akcie spazmatycznie objawiającego się głodu rzuca się na głównego bohatera, który ze swoją wolą przetrwania zagryza dywanik na śmierć. Pewny, że niebezpieczeństwo już minęło powoli kieruję się w stronę kuchni. I nagle! Nagle otwiera się szafa i wciąga go coś monstrualnie dużego, owłosionego i tak szybko to się dzieje, że główny bohater nie jest w stanie sobie przypomnieć, czy wyłączył te pieprzone żelazko czy tez nie.

Scena trzecia. Sypialnia.
Ze względu na brutalne sceny powstałe w tym pomieszczeniu - pominięto.

Scena czwarta. Kuchnia.
Wydawać się mogło, że jest spokojnie. Nic nie zapowiadało nieszczęścia.
Świeżo "wstanięty" bohater odkręcił kurek z wodą, wlał jej trochę do srebrengo czajnika i postawił na gaz w celu zrobienia sobie pobudzającej go każdego dnia kawy.
Był zadziwiająco spokojny. Wyciągnął kubek z szafki. Przetarł oczy.
I nagle lodówka zaczęła się otwierać. Niczym w horrorze skrzypiała niemiłosiernie.
Bohater rzucił się na lodówkę, zamykając ją. Coś nie dawało za wygraną i przez chwile owy nasz bohater szarpał się z lodówką wzywając wszystkich świętych.
Przez przypadek wsadził nogę do kosza na bieliznę i taaaaaak .. Nogi już nie wyciągnął. W tym czasie woda z czajniki się wygotowała i owy czajnik zaczął płonąć.
Ogień trawił wszystkie sprzetu w kuchni. Główny bohater z nogą w koszu na bieliznę wzywał pomocy - niestety nikt nie się odezwał.

/chyba powienienem posprzątać :)